przekonalam sie o tym dopiero po wycieczce do srodkowej czesci wyspy.
Wycieczka trwala 3 dni - podczas ktorych zaznalismy wiecej tajwanskich rzeczy niz podczas 2 miesiesy w Taipei - powaznie!
piatek - dzien podrozy. Wyjazd w strugach deszczu z Taipei dwoma autobusami-40 osob plus ludzie z rotary. W autobusie spiewalismy karaoke-tak tak, chinskie piosenki ktore poznalismy na lekcjach chinskiego-super zabawa! Dodatkowo panie z rotary dawaly nam caly czas pringelsy, ciasteczka i batoniki.
z Gregiem-moim ulubionym ferancuzem a zarazem uczniem ktory zaczyna mowic coraz wiecej rzeczy po polsku-dlaczego ? bo lubi Wisle Krakow i zna reklame o polskim hydrauliku ;)
Zatrzymalismy sie w muzeum o Tajwanie-malo interesujace, zwlaszcza jak caly czas pokazuja obrazki tubylcow i kolonizatorow z chin i portugalii. A wszystko i tak w wiekszosci przywiezione z chin.
No ale na koniec dzieci dostaly na lunch pizze hut wiec juz nie marudzily ;)
tradycyjne chinskie lozko
Nastepny przystanek - tradycyjna manufaktura papieru.

Po wysluchaniu jak sie robi papier-czas relaksu czyli moglismy zrobic wlasny wachlarz. Polegalo to na tym ze tlukac szczotka o kartke papieru pod ktora byla rycina, odbijal sie obrazek ,ktory potem malowalo sie tuszem. Tak oto otrzymany obrazek przykleja sie z jednej strony do plastikowego stelarza, z drugiej daje sie inny obrazek i... tak powstaje wachlarz!
Kontynuujac. Ruszylismy busem do malej wioski w ktorej mielismy mieszkac. Dlaczego ta wioska? Rotary odbudowalo wiekszosc wioski po tym jak zostala zniszczona przez lawine blotna.Balam sie ze dostaniemy w niej jakies tradycyjne jedzonko a tu-niespodzianka!! Ogrod na skraju rzeki, drzewo pod ktorym rozstawiony ogromy stol z jedzeniem. SPAGHETTI, salatki, bulki slodkie, dobre miesko, frytki-pycha! ;) :q
Dwa noclegi mielismy spedzic u tamtejszych rodzin. Rozdzielili nas krajami wiec ja z Kasia i dwoma szwajcarkami mieszkalysmy razem. Trafilam do tradycyjnego domu. Okazalo sie ze reszta mieszkala w amerykanskich duzych domach ktore kupilo im rotary po tym jak stracili swoje w wyniku lawiny blotnej.
Sobota- piekny poranek. Sniadanko tradycyjne czyli - ryz w wodzie, jajecznica, warzywa i szklanka mleka z czerwonej fasoli. ;]
oto kilka zdjec podczas drogi z domu na miejsce spotkania z reszta wymiencow :
z urocza host siostrzyczka. pod nami winorosl, za nami pieeeekne gory!
widok na most po ktorego drugiej stronie znajdowala sie owa restauracja w ktorej jedlismy przepyszne jedzenie i ktora byla naszym meeting pointem.
widok z mostu na miejscowosc..... nie chce mieszkac w Taipei!
Pokazali nam jak wyglada krzak herbaty a potem poszlismy to malego zakladu produkujacego herbate.Tam- nauka degustacji herbat. Najpierw trzeba powachac zaparzone liscie a dopiero potem sprobowac naparu. Najbardziej smakowala mi czarna herbata.
Potem zjedzlismy pyszny lunch i rozeszlismy sie do swoich rodzin.

............................
.............Niedziela- rano zbiorka i wyjazd autokarem do taipei a po drodze zajazd do innego miasta w celu zwiedzania manufaktury garncarkiej. Kontynuowalismy tradycje[dobre imie dla dziewczynki] poprzednich wymiencow czyli wyrabialismy swoja gliniana tabliczke, ktora zostanie wklejona przy moscie ktory widzieliscie powyzej.
Hehe oto moja i....sami zobaczcie kogo ;]
.................................................................................................................................................
wiec juz wiecie dlaczego KOCHAM TAJWAN ;]












Skupienie i odpowiednia pozycja
I miss you! [ ło siang ni ]
[ 
[
[
tylko sie nie smiac - to sa domki w ktorych nocowalismy hmmm-egzotyka?
zwiedzanie parku i Iga w szale robienia zdjec ;)

Faaalaaa! ogromna fala przy samym brzegu i jakies morskie stwory- dlatego nikt nie plywa w oceanie-a woda nie byla nawet taka zimna..









