czwartek, sierpnia 31, 2006

polski meeting















dzisiaj o 13 spotkalam sie z dwiema polkami :
-pania Julita z Warszawy ktora przyjechala tu z mezem-dostal prace w nokii, i synem-3 letnim lukaszem. mieszka tu juz od poltora roku, nie pracuje. znalazlam ja w internecie na jej blogu o tajwanie oczywiscie ;)
-Joanna to 21 studentka z Nowego Sacza ktora wybrala tajwan na wakacje swojego zycia.

celem tego spotkania bylo uzyskanie od nich informacji na temat zycia w taipei. na poczatek poszlysmy do restauracjii na lunch. na reszcie zjadlam cos nie-chinskiego,podanego na jednym talerzu! obiad kosztowal nas 27zl i zawieral pewnien obowizakowy pakiet. najpierw podano gesta zupe cebulowa [Joan zjadla dwie lyzki bo jej nie smakowalo], potem salatke z sosem mango, wybrane przez kilenta spagetti, ice tea, a na koniec serniczek. hmmm pyszne ! ;q

podczas jedzenia pani Julita opowiadala mi na co mam uwazac[na komary i muchy bo ugryzienia bola]. zakazala mi kupowac jedzenie na stoiskach ulicznych, bo ona miala problemy zoladkowe po tym,zreszta jedzenie moze byc podejrzane. powiedziala ze noszac rozmiar 38 nie moze dostac ciuchow i musi kupowac XL !

po obiadku poszlysmy do budynku taipei101[najwyzszy budynek na swiecie] w ktorym mieszcza sie drogie butiki znanych firm. ale najwazniejsze jest to ze jest tam taki sklep w stylu EPI czy PIOTRA I PAWLA,czyli jedzenie z calego swiata. nie uwierzycie ale byly tam :
- serek 'arla apetina feta' z napisanymi po polsku skladnikami.
-serek 'tartare' ktory kosztowal 15 zl za kubeczek[w koncu przylecial z europy],
-ogorki korniszonki a napisem 'ogorki polskie' a na etykiecie 'made in india' ^^ smieszne!!
-jogurty niemieckie za 15 zl kubeczek
-ser zolty z francjii i holandii za 30 zl kosteczka malutka
-sloik kiszonej kapusty-ponoc pyszna
-serek bialy philadelfia i kiri kiri
-czekolada cadbury
-alkohol-pani Julita pokazala mi tez polke z alkoholami na ktorej stala....wodka chopin i ....zobrowka polmosu a bialegostoku. nonono i to zaraz obok butelek z sakka. nie wiedzialam ze polski alkohol jest az tak znany!
itd
az milo bylo na to wszystko patrzec,niestety ceny zabojcze wiec wybiore sie tam jak bede strasznie tesknic za domem....na poprawe chumoru.

baaardzo mile spotkanie.podnioslo nnie na duchu.
potem Joan poszla spotkac sie ze swoim chlopakiem a ja wrocilam metrem do domu....sama, wiec jestem z siebie dumna ! w koncu duza dziewczynka jestem!
a co :P

środa, sierpnia 30, 2006

wakacyjne zycie

moj tryb zycia troche sie zmienil,prawdopodobnie uleglam karabonizacji :)
siedzimy cala odzinka do 24 i oni ucza mnie chinskiego. jednego wieczora ogladallismy 'pretty woman' [tylko HBO jest po angielsku z chinskimi napisami,nawet CNN jest chinskie!] i moja host mama widziala ten film po raz perwszy i strasznie jej sie podobal! taki tam mily wieczorek w rodzinnym gronie.
rano...hmmm raczej kolo poludnia wstaje,bo nikt mnie nie budzi. host mama po zjedzeniu na sniadanie batata,idzie o9 do swojego biura . host tata od rana sprawdza notowania na gieldzie i rozmawia przez komorke raz idzie do pracy a raz nie. wiec ja ide do kuchni,biore baniak z mlekiem,platki kellog's i chleb tostowy z dzemem i zaczynam sniadanko! tak gdzies kolo 12-13 wstaja moje dwie host siostry,jedza kanapke z dzemem i ida spac albo leza na kanapie przed tv. potem rozmawiamy i palnujemy dzien.host tata gra w golfa w kazda srode rano i pracuje do 23 bo zalatwia sprawy biznesowe w roznych czesciach miasta.

czas spedzam glownie z siostrami -19 letnia Penny i 21 letnia Joan [to sa ich angielskie odpowiedniki bo chinskich imion nie umiem wymowic].

wczoraj poszlam z Joan i jej chlopakiem na takiej ulicy sklepow.poprosilam ja zeby zamiast jechac skuterem do stacji metra[oddalone o 800m] pojsc na piechote,zdziwila sie,ale sie zgodzila! dotarlysmy na stacje Ximen przy ktorej jest ta ulica sklepow .same znane marki,eleganckie butiki,zupelnie inaczej niz na tym zatloczonym night-markecie! poprosilam ich zebysmy poszli zjesc cos nie-chinskiego....wiec zabrali mnie do tajlandzkiej restauracji =_= ehhh dla mnie to rzeczywiscie roznica :D:D oczywiscie jedzenie super ostre, podane znowu na kilku talerzach, jakies smieszne warzywa, zupa rybna, ostry kurczak i najdziwniejsze....kurczak w zupie kokosowej. ten kurczak smakowal jak wiorki kokosowe a zupa to po prostu mleczko kokosowe! oryginalny smak,ale ja i tak tesknie za ziemniakami!!

po wyjsciu z restauracji weszlismy do sklepu z napojami robionymi na miejscu[ponoc sklep z tradycja] i Joan wziela sobie sok z karamboli[star fruit], dala mi sprobowac a mnie az odrzucilo takie slodkie i zarazem kwasne!! ;) Joan tarzala sie ze smiechu i robila mi zdjecia jak sie wykrzywiam. hehee smiesznie

w drodze powrotnej ze stacji metra do domu przechodzilysmy kolo takich sklepikow ulicznych. zatrzymalam sie przy jednym bo spodobal mi sie breloczek a sprzedawca zaczal z nami rozmawiac,pytal sie jak mi sie tu podoba itd. a na koniec dal mi breloczek przynoszacy szczescie i zaprosil do ponownych odwiedzin. baardzo milo z jego strony! ja dalam mu w zamian 2 zl [zawsz nosze przy sobie jakies gadzety] i sie bardo ucieszyl. coz za mily koniec dnia....

sprawy organizacyjne :)

1.
chce przeprosic za wszelkie bledy jezykowe,stylistyczne no i ortograficzne. pisze pod wplywem emocji a ta kawiatura czasami szwankuje ;)
2.
dziekuje wszystkim za odwiedzanie mnie tu od czasu-do-czasu, obiecuje wkrotce uatrakcyjnic moj blog pieknymi zdjeciami,zeby nie byl taki nudny.
3.
noo i oczywiscie prosze zostawiac jakies slady swojej obecnosci!! ;)

pozdrawiam!!

niedziela, sierpnia 27, 2006

wycieczka nad morze







plaza-sklad wybrzeza to po prostu skorupki i muszelki ktore tak smiesznie skrzypia pod butami.
nie widzialam nikogo kto by sie kapal. ludzie po prostu brodzili w wodzie po kolana z takimi siatkami do lapania skoropiakow i rybek-dla rozrywki ;)
z morza wyrastaja takie kamienne wysepki po ktorych sie chodzi,szukajac tych skorupiakow. na jednej z takich wysepek spotkalismy nurkow z malym harpunem i ryba w sieci. zagadali do nas i chcieli zebym zobaczyla ta rybe i zrobila sobie z nimi zdjecie bo jestem taka ladna :) [mile] zobaczyli to ludzie siedzacy na brzegu,podbiegli do mnie bo chcieli tez miec zdjecie ze mna - jakie to mile!

z plazy pojechalismy kawalek dalej do swiatyni buddyjskiej i akurat lunal deszcz. budynek nowoczesny-nie tak jak to sobie wyobrazalam-a posag buddy stal po prostu w takiej sali konferencyjnej,wiec nie zrobilo to na mnie wiekszego wrazenia. za to ja zrobilam duze wrazenie na mnichach ktorzy przyjechali do tego klasztoru z chin,machali mi i robili zdjecia ;)

w zwiazku z tym ze dzisiaj byla niedziela to po wizycie u buddy rodzinka zawiozla mnie do kosciola. jak sie okazalo byl prezbiterianski,ale udawalam ze mi to wcale nie przeszkadza. kosciol to po prostu sala w ktorej wisi krzyz i stoi kilka lawek, a na suficie biurowe lampy-ehh gdzie te barokowe kolumny ? ;P

potem w ramach obiadu poszlismy na targ na ktorym chcieli zebym wszystkiego probowala. oczywiscie chcialam zobaczyc jak niektore rzeczy smakoja,ale tylko NIEKTORE a nie np. jakies podejrzane wodorosty czy suszone mieso. trzymalam sie raczej slodyczy typu ciastka i orzechy. sprzedawcy bardzo chetnie pokazywali mi swoje produkty i dawali sprobowac wszystkiego. po kilku degustacjach i mieszance smakowej powiedzialam rodzicom ze nie jestem glodna i nie chce nic probowac-ratunku!! ale przyznam ze lody z zatopionymi migdalami i ciasteczka buddy z jablkiem w srodku i pomidor nadziewany suszona sliwka smakowaly calkiem niezle :D

caaaly dzien jezdzenia samochodem i wysidanie na punktach widokowych. wydaje mi sie ze w krotkim czasie udalo mi sie naprawde duzo zobaczyc i sprobowac ;) ale najgorsze bylo to,ze na dworze 28 stopni i wilgotno a we wszystkich pomieszczeniach klima wlaczona na 15 stopni-to sie tyczy tez samochodu. ziomno-cieplo-zimno cieplo i tak w kolko, trzeba miec konskie zdrowie zeby zniesc takie zmiany temperatury.

a w domku po powrocie czekal na nas moj host tata(nie byl z nami, musi zalatwiac interesy), ktory kupil ciasto miodowe "amo" czyli biszkopt przekladany miodem-mmm pycha!

dobranoc!

sobota, sierpnia 26, 2006

troche o szoku kulturalnym

sanepid - oni nie znaja tej instytucji na tajwanie ;]
bylam z moja host siostra-joan, na placu targowym, cos podobnego do wroclawskich niskich lak tyle ze w sercu miasta.
stoi pelno wozeczkow na ktorych sie jednoczesnie zagniata,lepi i piecze ciasteczka czy kluski miesne.widok niesamowity!
sa roznego rodzaju stoiska,oczywiscie przy ulicy i bez zadnych lodowek ani przykrywek przy dozej wilgotnosci i 28 stopniach :
- na owocowych mozna kupic pokrojone owoce i jesc je paleczkami(mango,liczi,ananas,kokos)
-miesne na ktorych smazy sie mieso wolowe,wieprzowe i jakies robaczki,ale nie polecam po wygladzie
-smazalnie to jest najgorsze bo do tluszczu oprocz miesa wrzucaja kawalki tofu i wszyscy nazywaja to 'stinky tofu" bo jak sie obok przechodzi to trzeba zatkac nos ;]

przy tych budkach tysiace ludzi,nikt nie patrzy czy kogos potraca czy nie. oczywiscie sa tez stoiska nielagalne, wiec maja takie sprytne stoliczki przy skuterach i jak widza policje to zamykaja i uciekaja jak najszybciej.
oczywiscie stragany z ubraniami 'pseudo' oryginalnymi, torebki LV i buty GG i Lacoste w dziwnie niskiej cenie ;]
a jesli chodzi o skutery to jest ich cale mnostwo na ulicy i nie patrza na auta,bo to one wywalczyly sobie pierwszenstwo na ulicy ;]

ulice sa oswietlone mnostwem neonow reklamowych na kazdym budynku wiec noca wyglada to niesamowicie. w centrum ludzie chodza ulicami,bo chodniki sa tak zatloczone

ehh nie bede pisac za duzo w jednym poscie, nastepny poswiece jedzeniu, bo warto o tym wspomniec

a musze juz konczyc bo jutro rano jade na plaze z moja rodzinka ktora sie tam modli do buddy a ja chce to zobaczyc!
pozdrowienia!!

piątek, sierpnia 25, 2006

nadaje z Taipei !













ni-chaow,
czyli jak sie masz-tego zdazylam sie nauczyc.
lot bardzo mily bez wiekszych przygod,ale najwieksze wrazenie zrobil na mnie hong kong otoczony malymi rajskimi wysepkami i tysiacami kontenerowcow przy wyjsciu z portu.




przejde do samej rodziny i domu.
z lotniska pojechalismy do restauracji w ktorej serwuja ichnie jedzenie. ponakladali mi na talerzyki roznych robakow i mies i poszlismy do stolika. pytaja sie mnie z usmiechem czy umiem jesc paleczkami,odpowiadam ze tak-zdziwili sie :) wyobrazcie sobie to-stolik na ktorym stoi kilkanascie malych talerzykow z roznym jedzeniem dookola ludzie z ich rodziny i nagle wszyscy zaczynaja siegac do tych talerzykow po to na co maja ochote! dziwne ze tak wszyscy razem ale to sprzyja integracji! a te wszystkie potrawy zagryzalismy taka slodka wodnista papka ryzowa ze slodkimi ziemniakami w srodku.oprocz tej papki to wszystko mi smakowalo i podoba mi sie taki sposob jedzenia!

po restauracji pojechalismy do domu.na ulicy sa takie zwykle szare budynki kilku pietrowe a nasz jest w takim zbudowanym z klinkieru (chyba) i mieszkam na 7 pietrze i to mieszkanie jest dwupoziomowe.oczywiscie musze uwazac na glowe jak wchodze po schodach:)
w domu tak jak na ulicy-goroco,duszno i zostawia sie buty przed drzwiami, ale ja wnioslam adidasy do pokoju ;)
porozmwaialismy chwile,poszlam sie umyc,wylaczylam kilmatyzator w pokoju bo bylo tak zimno, i poszlam spac nie mogac zasnac po tylu przezyciach jednego dnia.....

środa, sierpnia 02, 2006

na razie nadaję z Polski

już od 23.08 zaczynam nowe życia które będzie trwało około 10 miesięcy, jeżeli tylko będe miała czas i dostęp do internetu zaraz wpisuję relacje z tego co się wokól mnie dzieje.
Więc proszę wchodzić, czytać i komentować !