niedziela, sierpnia 27, 2006

wycieczka nad morze







plaza-sklad wybrzeza to po prostu skorupki i muszelki ktore tak smiesznie skrzypia pod butami.
nie widzialam nikogo kto by sie kapal. ludzie po prostu brodzili w wodzie po kolana z takimi siatkami do lapania skoropiakow i rybek-dla rozrywki ;)
z morza wyrastaja takie kamienne wysepki po ktorych sie chodzi,szukajac tych skorupiakow. na jednej z takich wysepek spotkalismy nurkow z malym harpunem i ryba w sieci. zagadali do nas i chcieli zebym zobaczyla ta rybe i zrobila sobie z nimi zdjecie bo jestem taka ladna :) [mile] zobaczyli to ludzie siedzacy na brzegu,podbiegli do mnie bo chcieli tez miec zdjecie ze mna - jakie to mile!

z plazy pojechalismy kawalek dalej do swiatyni buddyjskiej i akurat lunal deszcz. budynek nowoczesny-nie tak jak to sobie wyobrazalam-a posag buddy stal po prostu w takiej sali konferencyjnej,wiec nie zrobilo to na mnie wiekszego wrazenia. za to ja zrobilam duze wrazenie na mnichach ktorzy przyjechali do tego klasztoru z chin,machali mi i robili zdjecia ;)

w zwiazku z tym ze dzisiaj byla niedziela to po wizycie u buddy rodzinka zawiozla mnie do kosciola. jak sie okazalo byl prezbiterianski,ale udawalam ze mi to wcale nie przeszkadza. kosciol to po prostu sala w ktorej wisi krzyz i stoi kilka lawek, a na suficie biurowe lampy-ehh gdzie te barokowe kolumny ? ;P

potem w ramach obiadu poszlismy na targ na ktorym chcieli zebym wszystkiego probowala. oczywiscie chcialam zobaczyc jak niektore rzeczy smakoja,ale tylko NIEKTORE a nie np. jakies podejrzane wodorosty czy suszone mieso. trzymalam sie raczej slodyczy typu ciastka i orzechy. sprzedawcy bardzo chetnie pokazywali mi swoje produkty i dawali sprobowac wszystkiego. po kilku degustacjach i mieszance smakowej powiedzialam rodzicom ze nie jestem glodna i nie chce nic probowac-ratunku!! ale przyznam ze lody z zatopionymi migdalami i ciasteczka buddy z jablkiem w srodku i pomidor nadziewany suszona sliwka smakowaly calkiem niezle :D

caaaly dzien jezdzenia samochodem i wysidanie na punktach widokowych. wydaje mi sie ze w krotkim czasie udalo mi sie naprawde duzo zobaczyc i sprobowac ;) ale najgorsze bylo to,ze na dworze 28 stopni i wilgotno a we wszystkich pomieszczeniach klima wlaczona na 15 stopni-to sie tyczy tez samochodu. ziomno-cieplo-zimno cieplo i tak w kolko, trzeba miec konskie zdrowie zeby zniesc takie zmiany temperatury.

a w domku po powrocie czekal na nas moj host tata(nie byl z nami, musi zalatwiac interesy), ktory kupil ciasto miodowe "amo" czyli biszkopt przekladany miodem-mmm pycha!

dobranoc!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

ach, tyle atrakcji, a dla nich najwieksza jestes Ty :) czy czujesz sie hmm... jak rzecz? mam nadzieje,ze nikt Cie nie napadnie i nie sprzeda. ^___^
kiedy zaczyna się rok skzolny u was? w ogóle za duzo wody we Wroclawiu.
i jeszcze nie moge sobie wyobrazic ,ze jak przyjde we wrzesniu do skzoly nie bedzie Igi. ech. dziwne.
powodzenia,trzymaj sie cieplo i nadawaj dalej,w miare czasu i mozliwosci berde wchodzic. buziaki.