siedzimy cala odzinka do 24 i oni ucza mnie chinskiego. jednego wieczora ogladallismy 'pretty woman' [tylko HBO jest po angielsku z chinskimi napisami,nawet CNN jest chinskie!] i moja host mama widziala ten film po raz perwszy i strasznie jej sie podobal! taki tam mily wieczorek w rodzinnym gronie.
rano...hmmm raczej kolo poludnia wstaje,bo nikt mnie nie budzi. host mama po zjedzeniu na sniadanie batata,idzie o9 do swojego biura . host tata od rana sprawdza notowania na gieldzie i rozmawia przez komorke raz idzie do pracy a raz nie. wiec ja ide do kuchni,biore baniak z mlekiem,platki kellog's i chleb tostowy z dzemem i zaczynam sniadanko! tak gdzies kolo 12-13 wstaja moje dwie host siostry,jedza kanapke z dzemem i ida spac albo leza na kanapie przed tv. potem rozmawiamy i palnujemy dzien.host tata gra w golfa w kazda srode rano i pracuje do 23 bo zalatwia sprawy biznesowe w roznych czesciach miasta.
czas spedzam glownie z siostrami -19 letnia Penny i 21 letnia Joan [to sa ich angielskie odpowiedniki bo chinskich imion nie umiem wymowic].
wczoraj poszlam z Joan i jej chlopakiem na takiej ulicy sklepow.poprosilam ja zeby zamiast jechac skuterem do stacji metra[oddalone o 800m] pojsc na piechote,zdziwila sie,ale sie zgodzila! dotarlysmy na stacje Ximen przy ktorej jest ta ulica sklepow .same znane marki,eleganckie butiki,zupelnie inaczej niz na tym zatloczonym night-markecie! poprosilam ich zebysmy poszli zjesc cos nie-chinskiego....wiec zabrali mnie do tajlandzkiej restauracji =_= ehhh dla mnie to rzeczywiscie roznica :D:D oczywiscie jedzenie super ostre, podane znowu na kilku talerzach, jakies smieszne warzywa, zupa rybna, ostry kurczak i najdziwniejsze....kurczak w zupie kokosowej. ten kurczak smakowal jak wiorki kokosowe a zupa to po prostu mleczko kokosowe! oryginalny smak,ale ja i tak tesknie za ziemniakami!!
po wyjsciu z restauracji weszlismy do sklepu z napojami robionymi na miejscu[ponoc sklep z tradycja] i Joan wziela sobie sok z karamboli[star fruit], dala mi sprobowac a mnie az odrzucilo takie slodkie i zarazem kwasne!! ;) Joan tarzala sie ze smiechu i robila mi zdjecia jak sie wykrzywiam. hehee smieszniew drodze powrotnej ze stacji metra do domu przechodzilysmy kolo takich sklepikow ulicznych. zatrzymalam sie przy jednym bo spodobal mi sie breloczek a sprzedawca zaczal z nami rozmawiac,pytal sie jak mi sie tu podoba itd. a na koniec dal mi breloczek przynoszacy szczescie i zaprosil do ponownych odwiedzin. baardzo milo z jego strony! ja dalam mu w zamian 2 zl [zawsz nosze przy sobie jakies gadzety] i sie bardo ucieszyl. coz za mily koniec dnia....

2 komentarze:
poslkie dwa złote? czy też równowartość?
ech...
no tak, tajska,a nie chinska, wielkiej róznicy nie ma...
jak chcesz to Ci wyślę ekspresem :P kilo ziemnaków. nie powinny chyba się zepsuć [??] nie wiem o.O
pozdrawiam
nie,dalam mu dwozlotowke na pamiatke oczywiscie-bo uwazam ze jet ladna!
madziol, jak bedziesz wysylac te ziemniaki to cala sktzynke bo kilogram to tylko smaku mi narobi!
p.s. czekam na nowosci na DEV !! :P
Prześlij komentarz